– Nieoficjalnie poinformowano mnie, że przez pomyłkę znalazło się to (nagranie – red.) na serwerze ministerstwa infrastruktury. Jak zgrywałem pliki, mogłem się pomylić, że zamiast na komputer (…) poszło to na serwer – mówił w „Piaskiem po oczach” w TVN24 Edmund Klich o sposobie, w jaki wyciekła rozmowa, którą nagrał z szefem MON. Nagranie miał odnaleźć i rozpowszechnić jeden z członków komisji badającej przyczyny katastrofy.